wtorek, 8 września 2015

JUTRO. NIE MA JUŻ ŻADNYCH ZASAD - JOHN MARSDEN

"Jutro" bardzo długo było na mojej liście do przeczytania... kiedyś. Co ostatecznie nakłoniło mnie do przeczytania tej książki ? Pojechałam z koleżanką do biblioteki, tam znalazłam ją na półce i stwierdziłam, że założę sobie tam konto i ją od razu wypożyczę. Skończyło się tak, że wypożyczyłam jeszcze dwie. Po powrocie do domu od razu się za nią zabrałam. Jakie wrażenie na mnie wywarła ? Przekonacie się w recenzji.


"Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.
Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne." - opis z tyłu okładki


Powiem Wam, że opis i tematyka książki mnie bardzo zaciekawiły. Nie sięgam często po książki wojenne, ale ta mi się spodobała. Może, dlatego że jest to młodzieżówka i treść nie jest ciężka. Książka opowiada o grupce znajomych, którzy znają się od dzieciństwa, ale z czasem ich kontakt został ograniczony. Pewnego dnia Ellie i Corrie wpadają na pomysł zorganizowania wycieczki do Piekła - trudno dostępnego miejsca w górach. Wszystko dopinają na ostatni guzik. Dotarli na miejsce i rozbili obóz. W nocy wszyscy słyszą hałas, który dochodzi z nieba. Okazuje się, że jest to cała masa samolotów wojskowych, które zobaczyła tylko Ellie. Zgodnie uznają, że to pewnie pokaz na Dzień Pamięci. Kiedy następnego dnia wracają do domu zastają pustkę i martwe zwierzęta. Nie ma rodziców, nie ma nikogo. Od teraz muszą radzić sobie sami.


"Ludzie, cienie, dobro, zło, niebo, piekło: wszystko to etykietki, nic więcej. Ludzie sami stworzyli te przeciwieństwa: natura ich nie dostrzegała. W naturze nawet życie i śmierć nie były przeciwieństwami - po prostu jedno stawało się przedłużeniem drugiego."

Minusem jest to, że bohaterowie są słabo opisani. Nie wiemy ile mają lat, nie ma jakiegoś szczegółowego opisy wyglądu, ale mi to nie przeszkadzało. Możliwe, że te minusy to zamierzony pomysł autora. Narratorką jest Ellie, ona spisuje całą historię, toczy się wona, więc chyba mało istotne jest jak ktoś wygląda. Przynajmniej bardziej można skupić się na akcji niż precyzyjnym wyobrażaniu sobie postaci.

Kolejnym ciekawym zabiegiem, który dostrzegłam jest to, że autor nie powoduje nagłej zmiany w bohaterach. Pomimo toczących się wydarzeń, które zmuszają ich do dorośnięcia i dojrzenia szybciej to nadal gdzieś tam zdarzają się głupkowate przebłyski nastolatka. Może autor przesadził z odwaga, a może jednak nie. Nikt z nas nie wie jak wygląda prawdziwa wojna.

Podsumowując książka bardzo mi się podobała. Ma kilka wad, ale są ładnie wkomponowane w całą powieść. Przybliża wojenne realia, które tutaj są opisane w bardzo lekkiej formie. Bohaterowie wykreowani w miarę dobrze. Polecam przekonać się na własnej skórze. 

Do następnego posta ! Papa !


1 komentarz :

  1. 1 tom dla mnie był bardzo fajny, drugi nieco słabszy, ale również. Jednak to, co zaczęło się dziać potem... chyba gdzieś tak od 4 czy 5 tomu, dawałam noty 2/10. Kroniki Ellie tak samo nie warte uwagi.

    OdpowiedzUsuń

Odwiedziny

Obserwatorzy

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka